Czego się nauczyłem uwalając 200 rozmów o pracę?

Rozmowa o pracę

Jak zostałem ekspertem w uwalaniu rozmów o pracę? Chodziłem na mnóstwo rozmów. Nawet dwa lub trzy razy w tygodniu… Ale wróćmy do początku.

Zaraz po studiach postanowiłem wejść w wielki świat dorosłości i zacząłem szukać pracy. Ale, na wszelki wypadek, zapisałem się również na studia uzupełniające. Trzeba mieć opcje, co nie?

Tysiące absolwentów szkół wyższych w tym samym czasie zrobiło podobnie.

Bez zwłoki skompilowałem moje pierwsze CV i List Motywacyjny. Zarejestrowałem się na wszystkich możliwych potralach pracowych i zacząłem dzielne poszukiwania, które zaowocowały kilkoma rozmowami kwalifikacyjnymi, testami i żadnymi propozycjami zatrudnienia.

Najlepiej z tamtego okresu pamiętam spotkanie w Szczecinie w siedzibie z jednej z większych firm telekomunikacyjnych. Było tam co najmniej 15 innych osób. Podczas spotkania dowiedziałem się, że będzie można u nich zarobić 300zł miesięcznie (to było na przełomie roku 2005 i 2006), czyli nieco więcej niż kwota, którą musiał bym wydać na bilet miesięczny na pociąg. Nie mieszkałem wtedy jeszcze w Szczecinie. Uśmiechnąłem się wtedy. Podziękowałem i wyszedłem z poczuciem podjęcia dobrej decyzji i niesmaku.

Innym spotkaniem rekrutacyjnym, które przerwałem na swoją prośbę było na pozycję Junior Frontend Developera. Spotkanie odbyło się w piwnicy nowego budynku w Szczecinie. Tak, w piwnicy. Na spotkanie przybyło trzech innych kandydatów. Zostaliśmy przywitani i poinformowani jak będzie wyglądała rekrutacja. Pierwszym etapem był test wiedzy z HTML i CSS. Zostaliśmy posadzeni w małym pokoiku i dostaliśmy testy do rozwiązania. Było jasne, że tylko jeden z nas zostanie przyjęty. Każdy więc maksymalnie zasłonił swoją kartkę i przystąpił do pracy.

Przejrzałem wszystkie pytania. Były faktycznie podchwytliwe i nie wiem, czy teraz bym odpowiedział prawidłowo na choćby część z nich. Rozejrzałem się po pokoju i zobaczyłem zestresowanych młodych ludzi, którzy wysilają każdy jeden neuron w swojej głowie, żeby odpowiedzieć na jak najwięcej pytań. Zadałem sobie pytanie, jak bardzo zależy mi na tej pracy. Wstałem, życzyłem chłopakom powodzenia i… wyszedłem.

Być może w tej chwili, zamiast specjalistą od automatyzacji, bym był programistą z prawdziwego zdarzenia. Zabawne, jak decyzje z przeszłości ważą nasze losy dziś.

Prawie trzynaście lat później, rok 2018, jestem po ponad 200 rozmowach o pracę w najróżniejszych firmach, z wielu krajów i ogromnej liczbie technologii. Czego się nauczyłem? Prócz tego, że jestem marny w przebywaniu rozmów o pracę. No ok, może w tej chwili już podchodzę do tego na większym luzie.

Rozmowa o pracę jest rozmową sprzedażową

Zrozumiałem to trochę za późno. I nigdy nie uczyłem się sprzedawać. Skupiałem się bardziej na umiejętnościach, które przecież podobno są bardziej cenione przez pracodawcę. Prawda? Prawda?

I tak, i nie. Sprzedajesz swoje usługi, niezależnie na jakie stanowisko aplikujesz. Starasz się przekonać drugą stronę o tym, że jesteś w stanie wykonywać powierzone zadania. Za tą usługę będziesz pobierać miesięczne opłaty. Możesz to udowodnić przez udostępnienie swojego dorobku na przykład na GitHubie, możesz pokazać rekomendacje. Ale najczęściej dostajesz po prostu zadanie do zrobienia, albo w domu, albo na miejscu.

Na rozmowie ustalacie też warunki współpracy: kwotę, którą będziesz pobierać i obowiązki/zadania, które będziesz wykonywać. Chociaż obowiązki dość często nie pokrywają się z tym, na co się zgadzasz w trakcie rozmowy.

Prócz tego musicie zwerbalizować to, co oferujecie sobie nawzajem: Ty, masz jakieś umiejętności i pokazujesz lub opowiadasz o swoim doświadczeniu. Pracodawca, daje Ci sprzęt do pracy, zapewnia miejsce i miesięczne wynagrodzenie. Dzisiaj są to również dodatkowe ubezpieczenia, karta Multisport i inne benefity.

Jak się dogadacie – dostaniesz ofertę. Jeśli nie, trudno.

Ze sprzedażą jest tak, że im dłużej próbujesz coś sprzedać, tym większe jest prawdopodobieństwo, że w końcu Ci się uda. Nigdy się nie poddawaj. Nawet jeśli w jednej firmie jesteś po raz dziesiąty.

Ale zwracaj też uwagę na to co mówi druga strona i zmieniaj swoje podejście. Jeśli będziesz się uczyć łącznie ze zdobywaniem doświadczenia w „sprzedawaniu”, to prawdopodobieństwo sukcesu, tym bardziej urośnie. Słowem, ucz się z tego doświadczenia.

Negocjacje

Rozmowa o pracę wiąże się z negocjacjami. W końcu musicie jakoś się dogadać i uzgodnić wszystkie warunki dostarczania Twoich usług – od obowiązków, po wynagrodzenie.

Myślę, że mam kilka wskazówek, które będą przydatne, choć moja wiedza o negocjacjach pochodzi z podwórka i kilku książek, które przeczytałem.

Jeśli chodzi o negocjację wynagrodzenia, to ze strony pracodawcy nigdy nie spotkałem się z próbami negocjacji. Co więcej, osoba, z którą rozmawiasz, z całą pewnością nie posiada uprawnień do negocjowania Twojego wynagrodzenia.  Myślę, że po prostu dostają widełki (budżet na to stanowisko). Najczęściej druga strona wymaga, żebyś Ty podała/podał jakie są Twoje oczekiwania finansowe. Jak sobie poradzić?

W tej chwili, większość firm podaje swoje widełki budżetowe. Jeśli odpowiesz na takie ogłoszenie, wiesz czego się spodziewać. Jeśli Twoje oczekiwania mieszczą się w tych widełkach, jest super. Jeśli zaproponujesz wyższą kwotę, jest spora szansa, że Twoja kandydatura zostanie odrzucona.

Ponieważ wiesz jakich kwot się spodziewać, pamiętaj, że im więcej pytań zawalisz podczas rozmowy, tym bardziej maksymalna kwota podana w ofercie będzie topnieć.

Jeśli firma nie podaje widełek, zaznacz, bardzo otwarcie, że chętnie jeszcze porozmawiasz o kwocie, którą proponujesz na początku rozmowy o pieniądzach.

Aby mieć pewność, że nie zgodzisz się na niekorzystne warunki, zadbaj o to, żeby:

  1. Wiedzieć ile musisz zarabiać, to będzie Twoje minimalne wynagrodzenie
  2. Wiedzieć ile chcesz zarabiać. To będzie kwota, którą zaproponujesz. Dla jaj, pomnóż tą kwotę przez 1,5 lub 2. Serio. Jeśli nie chcesz pracować z daną firmą, mnóż przez 4 lub więcej, w zależności od tego jak bardzo ich nie lubisz. A jak się zgodzą, to będziesz mieć problem 😉
  3. Wiedzieć ile chcesz pracować za tą kwotę (zwykle jest to 40h tygodniowo, ale może chcesz pracować mniej)
  4. Jeśli masz już plan na swoją karierę, rozpisz technologie, z którymi chcesz mieć styczność – jeśli pracodawca się na to zgodzi, a w pracy będziesz robić coś innego, będziesz mieć argument żeby renegocjować warunki zatrudnienia (tak, na przykład wynagrodzenie)
  5. Jeśli rozmawiasz z firmą zagraniczną, rekruterzy dość często operują wynagrodzeniem rocznym lub kwartalnym. Jak już znasz swoje potrzeby miesięczne, przelicz to na kwotę kwartalną i roczną. Przyda się w trakcie rozmowy.

Etapy rekrutacji

To jest ciekawy temat. Większość rekrutacji, które przechodziłem, po wymianie kilku mali lub wiadomości na GoldenLine/LinkedIN/Facebooku, rozpoczynała się od rozmowy telefonicznej lub twarzą w twarz.

Jeśli chodzi o ten pierwszy kontakt, zwykle po prostu chodzi o poznanie osoby i w większości przypadków, ustalenie oczekiwanych wymagań finansowych. Tak. Nie musisz czytać tego zdania drugi raz. Chociaż pewnie nie jest to dla Ciebie żadne zaskoczenie.

Pierwsze spotkanie bywa również zabawne. Kiedy zostałem zaproszony do jednej z większych firm, której biuro mieści się w Szczecinie, spodziewałem się osoby z HR i być może jakiegoś kierownika lub lidera zespołu. Skończyło się na pięciu osobach, w tym dwóch programistów i jednej osoby zdalnie.

Innym razem zostałem poproszony o rozrysowanie na tablicy architektury aplikacji firmy do której aplikowałem. Coś tam narysowałem.

Myślę, że śmiało możesz się spodziewać od razu miliona pytań technicznych. Zarezerwuj sobie na to spotkanie nawet dwie godziny.

Po rozmowie, jeśli nie była techniczna, możesz śmiało spodziewać się, że czeka Cię zabawa w pisanie kodu i udowadnianie, że potrafisz co najmniej tyle samo, co mówisz, że potrafisz.

Najczęściej jest to po prostu zadanie do wykonania i nadesłanie do rekrutera przed odpowiednią datą – cóż, chcą wiedzieć, czy potrafisz robić rzeczy i mieścić się w wyznaczonych ramach czasowych.

Kodowanie na żywo w trakcie rozmowy jest najtrudniejszym zadaniem jakie możesz dostać. Warto pamiętać, że nie musisz korzystać tylko ze swojej pamięci – osoby, które Cię obserwują zdają sobie z tego doskonale sprawę. Umiejętność wyszukiwania informacji jest również bardzo ważna. Poza tym, trzymaj się ramy – dla mnie to były najbardziej strsujące sytuacje.

Trzeci lub czwarty kontakt bywa już po prostu decyzją o Twoim zatrudnieniu lub nie. Czasem trzeci kontakt jest brakiem kontaktu. W takim wypadku starannie zapisz sobie nazwę firmy – po co tracić czas drugi raz.

Jak się ogarnąć?

Po pierwsze: postaraj się nie traktować rekrutacji osobiście, to stricte transakcja biznesowa. Jak się uda dogadać – super. Jak się nie da – trudno. Bądź szczery i traktuj wszystkich zawsze z szacunkiem.

Secundo: nie zrażaj się. Ucz się na swoich błędach. W ten sposób poznajesz oczekiwania rekruterów i przy okazji podwyższasz swoje umiejętności.

I w końcu: Rekrutacje najbardziej są stresujące i frustrujące dla początkujących. Najlepsza rada jaką mogę dać: po każdej rekrutacji, z której Cię odrzucono, wyciągaj jak najwięcej informacji zwrotnej. Im więcej przydatnych informacji wyciągniesz z każdego spotkania, tym lepiej dla Ciebie.

Powodzenia w przyszłych rekrutacjach i znalezienia najlepszego miejsca do rozwoju. Przyda Ci się. 🙂

Co zrobić z pijanym adminem?

Drunken DevOps

Wpadłem na ten pomysł słuchając piosenki Irish Rovers „Drunken sailor”.

Szanty od bardzo dawna goszczą w moim sercu jako jeden z gatunków muzyki, do którego często wracam. Na przykład, kiedy planuję jakieś grubsze zmiany, mam w zwyczaju słuchać Ryczących Dwudziestek, a konkretnie utworu „Few days”.

Słowa „moge kopać tu dalej, few days, few days; mogę kopać przez dni parę, ale wracać chcę” zawsze działają na mnie motywująco, żeby zmianę wprowadzić w życie jak najszybciej. Wyraźnie czuję wtedy ogień przy dupie 😉

Czytaj dalej Co zrobić z pijanym adminem?

Czego nie wiesz o coachingu?

Ballerina

Coaching to jedna z tych profesji, która jest bardzo mało rozumiana i piętnowana w Polsce. Śmiem twierdzić, że (prawdopodobnie) nic o tym nie wiesz. Jednak wszyscy mają bardzo stanowcze i ustalone opinie o coachach, mimo, że spytani ilu znają coachów, zmieniają temat. Uznałem, że warto rozprawić się z tematem.

Moje zetknięcie z coachingiem, mimo, że nieświadome, zaczęło się od… czytania książek. Szukałem w jaki sposób dowiedzieć się więcej o sobie. Jak dowiedzieć się, co pcha mnie do przodu. Później zacząłem tworzyć treść dla Lifehacking Polska, gdzie kontynuowałem swoje poszukiwania. Odkryłem też, że lubię pisać, co więcej, nawet czasem mi to wychodzi.

Czytaj dalej Czego nie wiesz o coachingu?

Car sharing – krótkoterminowy wynajem aut

Car sharing

Car sharing jest bardzo poularny za naszą zachodnią granicą. Wspomniany wynajem krótkoterminowy, rozumiany jest zwykle jako wynajem na dobę. Mnie natomiast interesuje wynajem auta na minuty. Nie ma co do tego wątpliwości, że ten sposób wypożyczania czterech kółek jest opłacalny dla firmy świadczącej takie usługi. Użytkownik według mnie również dużo zyskuje.

W trakcie mojego badania tematu, okazało się, że nie tylko na zachodzie istnieją takie serwisy. Znalazłem firmy w Polsce, które prowadzą usługi wynajmu samochodów. Można skorzystać z ich oferty w Warszawie, Trójmieście, Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu. Nadal próżno szukać takich samochodów w Szczecinie. Czytaj dalej Car sharing – krótkoterminowy wynajem aut

HabitChallenge – zmień swoje zwyczaje

Biegacz

Zacząć ćwiczyć, chodzić na siłownię, jeść zdrowo, jeździć rowerem, przestać pić, rzucić palenie, wstawać wcześniej, napisać książkę… i wiele innych zwyczajów, które mamy, chcemy się pozbyć, lub zdobyć. Wszystkie wymagają jednej rzeczy: konsekwencji. I to jest również najtrudniejsze.

Aby osiągnąć konsekwencję w działaniu, nie trzeba mieć jakoś szczególnie mocnej silnej woli, ani nawet specjalnie dużo czasu. Należy za to robić jedną małą rzecz. Każdego dnia. Aż po pewnym czasie zauważysz, że robisz to bez zastanawiania się. Czytaj dalej HabitChallenge – zmień swoje zwyczaje

Przyszłość pracy z chmurą publiczną

Machine Learning

Przeglądając moją prezentację z przed kilku lat, uznałem, że dotknąłem tam ciekawego tematu. O ile jest on nadal dość burzliwy (hura, mikroserwisy), o tyle, dotarło do mnie, że bardziej interesuje mnie coś innego. A mianowicie przyszłość pracy z chmurą obliczeniową. To krótkie studium różnych architektur serwisów uświadomiło mi, że każda z nich, to kolejny krok w ewolucji. Zacząłem się więc zastanawiać jak może wyglądać przyszłość. Jako początkującego twórcę fantastyki naukowej, temat mnie zafascynował.

W poszukiwaniu dalszej inspiracji, zacząłem się rozglądać, co na ten temat mają do powiedzenia inni. A najlepiej tacy, którzy są dużo mądrzejsi niż ja. Wynik tych poszukiwań nie był zbyt imponujący. Ludzie głównie piszą bardzo optymistycznie na temat aplikacji natywnych dla chmur, albo na temat automatyzacji. Inni wręcz poklepują się po plecach, gratulując sobie i innym, jaką to świetną robotę robimy. Moim zdaniem, rzeczywistość jest nieco bardziej pesymistyczna. Czytaj dalej Przyszłość pracy z chmurą publiczną

Komunikacja w firmie

komunikacja

Efektywna komunikacja jest trudna. Wymaga stałej pracy i mierzenia. Ale jak to zawsze powtarzam: nie robię tego dlatego, że to jest łatwe i przyjemne, ale właśnie dlatego, że jest trudne. A większość rzeczy, które są trudne do zrealizowania, to rzeczy które właśnie warto robić i przynoszą największe korzyści.

Od ponad dziesięciu lat pracuję w różnych firmach technologicznych, każda z różnej branży, każda różnej wielkości, każda wywodząca się z różnych  środowisk. To, co miały z sobą wspólnego to właśnie problemy z komunikacją. Jest takie powiedzenie: gdzie dwóch Polaków, to trzy opinie.

Przez tą jedną rzecz, jaką jest właśnie brak zrozumienia, pojawiał się za każdym  razem szereg innych problemów: niedopowiedzenia prowadzą do złych założeń, te z kolei do dostarczenia nieprawidłowej pracy, a to z kolei do straty czasu, a przez to, pieniędzy.

Gdybym dostał złotówkę za każdym razem kiedy słyszałem albo mówiłem „Myślałem, że…” albo „Założyłem, że…”, to pewnie już bym nie musiał nigdy pracować.

Czytaj dalej Komunikacja w firmie

43 dni bez kawy

Kawa to ulubiony napój, cóż, wielu osób, które potrzebują większego kopa. Mnie samemu ratowała dzień wielokrotnie, kiedy miałem ciężką noc (bądź nie miałem wcale). Kiedy dojeżdżałem do pracy pociągiem, moim ulubionym trunkiem ratującym produktywność była Club Mate, napój na bazie Yerba Mate.

Działanie kofeiny na organizm jest jasny: pobudza. Ale jest tego nieco więcej. Po pierwsze zwiększa koncentrację, zwiększa też ilość produkcji soków trawiennych, intensywność pracy trzustki i wątroby. Wzmaga moczopędność, dlatego biegamy często do toalety… ale muszę powiedzieć, że dużo mniej jak po wypiciu dwóch litrów wody. Moczopędność pomaga w usuwaniu toksyn z organizmu. Za to odpowiedzialne są nerki. Polepsza metabolizm kwasów tłuszczowych, podobno chroni przed nowotworami i chorobami serca (to ciekawostka). Kawa również zwiększa libido!

Czytaj dalej 43 dni bez kawy